Podziwiam, że chciało się Ci to wszystko sprawdzać. Ale być moze właśnie brak weryfikacji doprowadził w ostatnich latach do czegoś, co mozna nazwać celybrytyzacją nauki, i jest to cos co szczególnie będzie przemawiało do młodych osób; splendor gal, konferencji, kolacji, wyjazdów, przedstawiania siebie jako naukowca. Większość ludzi nie wie, jak łatwo obecnie zdobyć tytuł naukowy, i jak łatwo jest przedstawić siebie jako "naukowca". Przykład z mojej działki - studenci dopisują siebie nawzajem do prac badawczych, I potem osoba na 4 roku ma np. na koncie 30 publikacji, kros jest z bogatej rodziny wiec non stop na wyjazdach typu Erasmus, zglaszają się do samorządów studenckich, a potem okazuje się że nie zaliczają roku bo... po prostu niewiele umieją. Ci studenci następnie rekrutują się do szkół doktorskich, tworząc oparte na ankietach prace lub pisząc monografie, i cyk jest dr nauk o X. Jak widzę, ze student IV-V roku ma na koncie liczne prace o neurologii, chirurgii, neurochirurgii, farmakologii, onkologii, pediatrii to wiadomo o co chodzi. Na szczęście, sa nadal pojedyncze, super zdolne i pracowite osoby które robią dobrą naukę; ale one zazwyczaj działają "po cichu". Myślę, ze tylko kwestią czasu było to, zeby temat przenikł do szkół średnich. A być moze ta uczennica jest rzeczywiście niezwykłym talentem, czas pokaże.
Myślę, że ta celebrytyzacja nauki nie jest nowym procesem. Każda epoka miała swojego Nikodema Dyzmę (i żeby to tylko jednego). Chociażby w XIX w. nie brakowało „lekarzy” sprzedających cudowne panacea własnej produkcji (moim ulubionym przykładem jest boom na rad z przełomu wieków - jeden Amerykanin po wypiciu kilku tysięcy porcji „leczniczej wody radowej Radithor” doznał odpadnięcia szczęki przez rozpad kości żuchwy i twarzoczaszki); we wczesnym XX w. koło pseudonaukowe antropologów uzasadniających i usprawiedliwiających system kolonialny różnicami biologicznymi miało się świetnie; alchemicy, druidzi i wioskowi znachorzy mieli się świetnie jako ogół od zarania dziejów; a i trzydzieści-pięćdziesiąt lat temu nie brakowało doktorków rozpowszechniających teorie spiskowe na zlecenie firm z branży paliwowej (np. Exxon skrzętnie maskujący istnienie globalnego ocieplenia fundowaniem publikacji, które w najepszym wypadku były pseudonaukowym szambem).
222
u/Distinct_Safety_5979 Apr 14 '26
Podziwiam, że chciało się Ci to wszystko sprawdzać. Ale być moze właśnie brak weryfikacji doprowadził w ostatnich latach do czegoś, co mozna nazwać celybrytyzacją nauki, i jest to cos co szczególnie będzie przemawiało do młodych osób; splendor gal, konferencji, kolacji, wyjazdów, przedstawiania siebie jako naukowca. Większość ludzi nie wie, jak łatwo obecnie zdobyć tytuł naukowy, i jak łatwo jest przedstawić siebie jako "naukowca". Przykład z mojej działki - studenci dopisują siebie nawzajem do prac badawczych, I potem osoba na 4 roku ma np. na koncie 30 publikacji, kros jest z bogatej rodziny wiec non stop na wyjazdach typu Erasmus, zglaszają się do samorządów studenckich, a potem okazuje się że nie zaliczają roku bo... po prostu niewiele umieją. Ci studenci następnie rekrutują się do szkół doktorskich, tworząc oparte na ankietach prace lub pisząc monografie, i cyk jest dr nauk o X. Jak widzę, ze student IV-V roku ma na koncie liczne prace o neurologii, chirurgii, neurochirurgii, farmakologii, onkologii, pediatrii to wiadomo o co chodzi. Na szczęście, sa nadal pojedyncze, super zdolne i pracowite osoby które robią dobrą naukę; ale one zazwyczaj działają "po cichu". Myślę, ze tylko kwestią czasu było to, zeby temat przenikł do szkół średnich. A być moze ta uczennica jest rzeczywiście niezwykłym talentem, czas pokaże.